Chciałbym się z Wami podzielić osobistą historią. Historią, która opowiada o moich rodzinnych finansach, o tym jak pozwoliłem, aby zapanował w nich chaos, ale też przywróciłem w nich porządek. Liczę na to, że dzięki temu ktoś z Was lub bliskich Wam osób uniknie popełnienia podobnego błędu, ucząc się na moim.

Historia sięga roku 2015, kiedy jeszcze pracowałem w dużej korporacji zarabiając dobre pieniądze (wystarczy napisać, że sporo powyżej średniej krajowej, czyli więcej, niż statystyczny Polak). Mieliśmy wówczas jedno dziecko - Natalia wtedy miała 2 lata i wymagała dużo uwagi. Nadal zresztą wymaga ;) Od strony finansowej żyliśmy całkiem dobrze mimo, że moja żona zarabiała znacznie mniej wykonując zawód nauczyciela. Po złożeniu naszych pensji do kupy generalnie nie brakowało nam pieniędzy - nie tylko wystarczało "do pierwszego", ale też nie musieliśmy sobie odmawiać wydatków na przyjemności (kino, piwo ze znajomymi), a czasem nawet - choć nieregularnie - odkładaliśmy na koniec miesiąca jakieś oszczędności. Krótko mówiąc: żyliśmy bez finansowych zmartwień mimo kredytu hipotecznego na 30 lat :)

Pod koniec tamtego roku trafiła mi się okazja, aby przejść na kontrakt i wykorzystać zdobyte przeze mnie doświadczenie i umiejętności za około dwa razy większe wynagrodzenie. To była niespotykana stawka, więc już same finanse były kuszące. Do tego kontrakt wymagał rozpoczęcia działalności gospodarczej, na czym zależało mi od dłuższego czasu, dlatego nie wahałem się chwili dłużej i podjąłem wyzwanie. Myślałem o tym tak: kontrakt jest krótki (miał trwać 3 miesiące, finalnie trwał pół roku), ale nie będę miał problemu ze znalezieniem pracy po jego zakończeniu, a nawet gdybym miał szukać przez cały kwartał, to po 3 miesiącach pracy za podwójną stawkę mogę to zrobić bez obniżania komfortu życia!

Rzuciłem się więc w wir nowych obowiązków i z przyjemnością obserwowałem nowe - wyższe - kwoty wpływające na nasze wspólne, małżeńskie konto. Nie założyłem konta firmowego, bo w tamtym czasie nie było takiego obowiązku. Patrząc na tę sytuację z dzisiejszej perspektywy dochodzę do wniosku, że tamte wysokie przychody były psychologicznym bodźcem dla mnie i żony, który podpowiadał: "staaaryyyy, teraz możesz żyć jak król!" (lub królowa). Zupełnie nieświadomie daliśmy sobie ciche przyzwolenie na zwiększenie kosztów życia. Zupełnie nie kontrolowaliśmy wydatków, bo przecież nie było takiej konieczności - a przynajmniej tak nam się wtedy wydawało.

Tak czy inaczej - te pół roku na kontrakcie dość szybko minęło, a ja - mając finansowy komfort - bez pośpiechu rozglądałem się za następną współpracą. I zgodnie z moimi przewidywaniami dość szybko ją znalazłem. Tym razem jednak już na rynkowych stawkach, finansowo mieliśmy więc powrót do czasów mojej pracy w korporacji - nadal dobrze, choć znacznie gorzej niż przez ostatnie pół roku.

Jako przedsiębiorca wybrałem kwartalny sposób rozliczania się z podatków - te bowiem trzeba opłacać samodzielnie prowadząc działalność gospodarczą, podobnie jak ZUS. Te przelewy "bolą" już same z siebie, a jak trzeba opłacić 3 miesiące podatków za jednym zamachem, to boli trzy razy bardziej. W 2019 wyglądałoby to mniej-więcej tak:

Powyższy wykres jest pewnym uproszczeniem, ale dobrze obrazuje jakie kwoty zostały by potrącone z całego przychodu, aby w kieszeni została średnia krajowa z 2019 roku, czyli 3775 zł. Na działalności musiałbym wystawić fakturę na kwotę 5995,79 zł netto, czyli 7374,83 zł brutto. Dla jasności: pracując na etacie od Waszej pensji również odprowadzane są podatek dochodowy i składki ZUS (nie ma jedynie VAT), tylko robi to za Was pracodawca. Kwoty są podobne, a ZUS nawet większy, także ten tego... przepraszam jeśli właśnie Ciebie również zabolało ;)

Przy podatkach płaconych kwartalnie przelewy za podatek dochodowy i VAT robi się - upraszczając - raz na 3 miesiące na 3 razy większą kwotę. To mnie trochę zaczynało denerwować, bo była to na tyle duża kwota, że musiałem likwidować lokaty bankowe, aby wystarczyło na podatki. Na rachunku bieżącym po prostu nie miałem wystarczająco pieniędzy. Głupie podatki. Trzeci kwartał z rzędu.

Głupie podatki? Głupi ja! No bo jak inaczej określić moje życzeniowe myślenie "może następnym razem problem nie wystąpi"? Chwilę mi zajęło, żeby dojść do wniosku, że skoro trzeci kwartał z rzędu brakuje mi na podatki, to coś robię nie tak. To był ten moment, w którym kropki w mojej głowie zaczęły się łączyć - może właśnie dlatego bardziej doświadczeni przedsiębiorcy radzą, aby oddzielić finanse domowe od firmowych? Może to, o czym mówi Michał Szafrański w swoim wystąpieniu jest dokładnie tym, czego potrzebuję?

Zrobiło się z górki, jak tylko zdecydowałem, że chcę to zmienić. Metodą małych kroków zacząłem od założenia konta firmowego. Mając konto firmowe mogłem oddzielić wydatki związane z działalnością gospodarczą od "codziennego życia", na które zacząłem przelewać sobie "wypłatę". Prosta, gruba krecha, która oddzieliła podatki, ZUS i kilka innych kosztów firmowych od zakupu kartofli i Netflixa ;). Stałe wynagrodzenie płacone sobie co miesiąc, zupełnie jak na etacie. Genialne w swojej prostocie, prawda?

Mimo, że był to naprawdę prosty krok, ciężko przecenić jego wartość. Od tej pory dwa “worki” pieniędzy przestały się ze sobą mieszać. Można więc powiedzieć, że stworzyłem budżet domowy, w którym podzieliłem wszystkie przychody na dwie części: firmową i prywatną. Ta niewielka (w sensie wykonanej pracy) zmiana zapoczątkowała ogromne zmiany i zwiększenie przejrzystości w finansach.

Żeby nie musieć pamiętać o comiesięcznym przelewaniu wypłaty postanowiłem zdefiniować zlecenie stałe z konta firmowego. Ot, takie małe-duże usprawnienie zdejmujące ze mnie czynność, którą łatwo zautomatyzować. Od tego momentu na nasze wspólne konto wpływały tylko te pieniądze, którymi rzeczywiście mogliśmy dysponować jako rodzina.

Tym sposobem rozwiązałem jeden problem i jednocześnie odkryłem dwa kolejne. Rozdzielenie finansów firmowych od domowych pozwoliło zachować "płynność finansową" w firmie, ale nadal brakowało mi przejrzystości i to w obu “workach”.

Co miesiąc na konto rodzinne trafiała spora suma pieniędzy, które miały być przeznaczone na różne cele. Nadal nie wiedzieliśmy ile pieniędzy mamy do dyspozycji w tym miesiącu, bo kwota która była na koncie obejmowała też opłaty stałe. Było to szczególnie złudne na początku miesiąca,  jeszcze przed realizacją przelewów z opłatami typu czynsz, prąd itp. No ale przecież niedawno rozwiązałem analogiczny problem, więc tym razem było łatwiej - wszystkie opłaty stałe przeniosłem na inne konto, tym samym oddzielając pieniądze, które "można wydawać" od tych, które już do mnie nie należą (nawet, jeśli jeszcze przez chwilę leżakują na moim koncie). Ja do tego celu wykorzystałem konto, które mamy na potrzeby spłaty kredytu hipotecznego, jeśli natomiast nie masz takiego "wolnego" konta, a chcesz je założyć, to w wielu bankach możesz to zrobić bez wychodzenia z domu. Wystarczy, że autoryzujesz się przelewem z innego banku (kwota jest symboliczna, a i tak jest później zwracana przez bank).

Trochę inny problem związany z przejrzystością zauważyłem w finansach firmowych. Kwartalne rozliczanie podatku pochłania dużą kwotę pieniędzy, którą chciałem mieć “zamrożoną”, aby znów nie pojawił się problem z płynnością finansową. Skorzystałem więc z wypracowanego wcześniej rozwiązania i utworzyłem konto oszczędnościowe. Kolejnym zleceniem stałym przelewam na nie kwotę zbliżoną do wysokości podatków z danego miesiąca, a raz na kwartał korzystam ze zgromadzonych tam środków, aby opłacić podatki. Na rachunku bieżącym firmy zostają więc tylko pieniądze na bieżące, firmowe wydatki.

Voila? No prawie. Wkrótce uświadomiłem sobie, że jest jeszcze jeden problem do rozwiązania. Otóż zawsze chcieliśmy regularnie odkładać pieniądze i jakoś do tej pory niespecjalnie ta regularność nam wychodziła. Przelew na koniec miesiąca "z tego, co zostanie" zazwyczaj kończył się... brakiem przelewu, bo wstyd przelewać na oszczędności 7,43zł. Trochę koloryzuję - aż tak źle nie było, ale fakt jest faktem, że wstrzymując się z odłożeniem oszczędności do końca miesiąca zwykle na koncie zostawało mniej, niż chcieliśmy odłożyć. Do niedawna jednak nie było tego tak wyraźnie widać, bo wszystkie pieniądze były wrzucone do jednego worka. Rozwiązanie było więc oczywiste: kolejne zlecenie stałe z konta firmowego na dedykowane konto oszczędnościowe (a nawet dwa - jedno nasze, drugie dla dzieci) i odpowiednie pomniejszenie kwoty "wypłaty".

Voila.

Tak wygląda przepływ środków po wprowadzonych przeze mnie zmianach

Do tej pory nie wiem na co rozeszły się pieniądze z tamtych zwiększonych przychodów. Mnogość operacji na jednym i jedynym koncie nie pozwalała na to, aby wychwycić gołym okiem, że “dzieje się źle”, a my nie kontrolowaliśmy wydatków ani nie prowadziliśmy budżetu - nie mieliśmy więc innego narzędzia, które pomogłoby nam to zobaczyć. Nieświadomie dopuściliśmy do inflacji kosztów życia.

Dla mnie i mojej rodziny największy zysk płynął z oddzielenia pieniędzy na wydatki bieżące od całej reszty. Mimo, że to płynność finansowa prowadzonej przeze mnie działalności gospodarczej była pierwszym zauważonym przeze mnie problemem i jednocześnie bodźcem do działania, to właśnie w codziennych wydatkach prywatnych był największy bałagan. To ta kategoria wydatków zyskała najwięcej przejrzystości po oddzieleniu od reszty.

Zauważ, że rozwiązanie, które wyżej opisałem - osobne konta gromadzące środki przeznaczone na różne cele - jest niczym innym jak formą budżetowania. Każde konto ma swoje przeznaczenie, na każde z nich trafia określona kwota pieniędzy, które na ten cel przeznaczam. Dokładnie jak budżet. To właśnie jest lekcja płynąca z tej historii: warto jest prowadzić budżet domowy! Mój przypadek - inflacja kosztów życia - jest tylko jednym ze scenariuszy w których będzie on niesamowicie pomocny. Przyda się także na przykład do zbudowania finansowej poduszki bezpieczeństwa, aby życie nie spłatało Ci figla niespodziewanym wydatkiem. Będzie niezastąpiony w określeniu na jakie NAPRAWDĘ ważne rzeczy chcesz przeznaczyć pieniądze (w przeciwieństwie do wydawania na rzeczy które WYDAJĄ SIĘ ważne).

Stwórz swój budżet domowy!

Forma prowadzenia budżetu nie ma aż tak dużego znaczenia. To może być aplikacja, Excel, albo kartka papieru - wybierz to, co Ci odpowiada i spełnia swoją funkcję. Ja polecam osobne konto przynajmniej na wydatki bieżące, a oprócz tego używam aplikacji Enveloop, dzięki której mogę spisywać wydatki na bieżąco i mam ciągły dostęp do swojego budżetu.

Trzymam kciuki za Twoje powodzenie!